Przejdź do głównej zawartości

Tomasz Duszyński - Glatz. Zamieć

Nadwachmistrz Franz Koschella zostaje przydzielony do rozwikłania serii brutalnych morderstw. Pierwsza ofiara została znaleziona na Śnieżniku na wieży widokowej cesarza Wilhelma I, kolejna niedługo później. Łączy je wizytówka pozostawiona przed sprawcę. Jak się okazuje, także kapitan Wilhelm Klein ma coś do powiedzenia w tej sprawie. Wszystkie ślady prowadzą do podberlińskiego szpitala w Beelitz. Co się tam wydarzyło? I co ma z tym wspólnego Klein?


"Zamieć" to wciągająca od pierwszych stron pogoń za mordercą, który przedstawia się jako legendarny duch gór - Rübezhal. To zagadka, w której czytelnik przepada niczym w burzy śnieżnej, brnąć w ślad za kłodzkimi policjantami. Wyrafinowanie zwyrodnialca, podobnie jak otaczająca miejsca akcji aura (Międzygórze, Bystrzyca Kłodzka, Lądek Zdrój), mrożą krew w żyłach. Jak zwykle tajemniczy kapitan Klein utrzymuje napięcie, bo choć zdaję się, że wie więcej niż kryminalni, pozwala Koschelli na samodzielne wysnuwanie wniosków i działań podlegających pod niesubordynację względem przełożonego, Richtera.


Poza wątkiem kryminalnym pojawia się tu wątek romantyczny, który nieszczególnie mnie przekonał, a także obyczajowy, potraktowany jednak pobieżnie. Może to i lepiej, ponieważ sprawa Rübezhala była na tyle interesująca, że każdy wątek poboczny w przypadku nadmiernego rozwinięcia, mógłby zostać odebrany jako "zapychacz" czy spowalniacz akcji. 


Podobała mi się kreacja wachmistrza Lothara Schulza, który od czasów "Kraju pana Boga" przeszedł niezwykłą przemianę: stał się pewniejszy siebie, bardziej gadatliwy i zdecydowany w działaniu. Innymi słowy "wyrobił się". Na plus także postać kobieca, patolog Greta Fischer - promyk kobiecej niezależności w męskim świecie.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Sara Pennypacker - Pax

Nieczęsto książki wzruszają mnie do łez. Zwłaszcza te z literatury dziecięcej - przedstawiany tam świat powinien być przecież czysty, jasny, prosty, w którym dobro zawsze wygrywa, a bohaterowie, koniec końców, żyją długo i szczęśliwie.  Mniej więcej wiedziałam czego spodziewać się po "Paxie": historii o rozdzielonych przez wojnę chłopcu imieniem Peter i wychowanym przez niego lisie. To nie mogła być tęczowa czytanka, z której co akapit sypią się żarty słowne czy sytuacyjne. Nie byłam jednak przygotowana na taką dawkę smutku jaką mi zaserwowano. Trudno było mi czytać niektóre fragmenty, a kiedy łapałam się na westchnieniu, że teraz już z pewnością gorzej nie będzie, Autorka znów brutalnie udowadniała, jak bardzo się mylę.  Książka jest z pewnością piękną opowieścią o dużym ładunku emocjonalnym, bazującą na świetnie wykonanym researchu w związku z zachowaniem lisów w naturalnym środowisku. Pokazuje siłę przyjaźni, miłości, potęgę nadziei, wytrwałości, oraz uporu w osiąganiu cel...

Marta Krajewska - Wezwijcie moje dzieci

Cieszę się, że na początku znalazł się spis postaci z ich krótką charakterystyką, ponieważ o ile w poprzednich tomach z mnogością bohaterów dość szybko się oswoiłam i przyswoiłam wiedzę: kto, co i z kim? o tyle tutaj miałam już kłopot. Wszystko dlatego, że akcja rozgrywa się kilkanaście lat po wydarzeniach z "Zaszyj oczy wilkom". Jesteśmy na przednówku, Venda jest już dojrzałą kobietą, a przepowiednia wciąż groźnie wisi nad wsią, która też już zdążyła się nieco zmienić. Teraz prym wiodą młodzi, jednak długoletni staż przydał opiekunce niezbędnego wśród ludzi poważania i hardości. I tylko wiedźma spod skały nic się nie zmieniła, aczkolwiek wreszcie zaczęłam do niej żywić pozytywne uczucia.  Znaczna część "Wezwijcie moje dzieci" wydaje się wieść przez w miarę spokojne, dyktowane prawami natury, życie górali. Wydaje się, że wszystko jest w normie, aczkolwiek zwrot "wydaje się" idealnie odzwierciedla magię, jaką zaserwowała Autorka. W pewnym momencie zostałam ...