Nadwachmistrz Franz Koschella zostaje przydzielony do rozwikłania serii brutalnych morderstw. Pierwsza ofiara została znaleziona na Śnieżniku na wieży widokowej cesarza Wilhelma I, kolejna niedługo później. Łączy je wizytówka pozostawiona przed sprawcę. Jak się okazuje, także kapitan Wilhelm Klein ma coś do powiedzenia w tej sprawie. Wszystkie ślady prowadzą do podberlińskiego szpitala w Beelitz. Co się tam wydarzyło? I co ma z tym wspólnego Klein?
"Zamieć" to wciągająca od pierwszych stron pogoń za mordercą, który przedstawia się jako legendarny duch gór - Rübezhal. To zagadka, w której czytelnik przepada niczym w burzy śnieżnej, brnąć w ślad za kłodzkimi policjantami. Wyrafinowanie zwyrodnialca, podobnie jak otaczająca miejsca akcji aura (Międzygórze, Bystrzyca Kłodzka, Lądek Zdrój), mrożą krew w żyłach. Jak zwykle tajemniczy kapitan Klein utrzymuje napięcie, bo choć zdaję się, że wie więcej niż kryminalni, pozwala Koschelli na samodzielne wysnuwanie wniosków i działań podlegających pod niesubordynację względem przełożonego, Richtera.
Poza wątkiem kryminalnym pojawia się tu wątek romantyczny, który nieszczególnie mnie przekonał, a także obyczajowy, potraktowany jednak pobieżnie. Może to i lepiej, ponieważ sprawa Rübezhala była na tyle interesująca, że każdy wątek poboczny w przypadku nadmiernego rozwinięcia, mógłby zostać odebrany jako "zapychacz" czy spowalniacz akcji.
Podobała mi się kreacja wachmistrza Lothara Schulza, który od czasów "Kraju pana Boga" przeszedł niezwykłą przemianę: stał się pewniejszy siebie, bardziej gadatliwy i zdecydowany w działaniu. Innymi słowy "wyrobił się". Na plus także postać kobieca, patolog Greta Fischer - promyk kobiecej niezależności w męskim świecie.
Komentarze
Prześlij komentarz