Cieszę się, że na początku znalazł się spis postaci z ich krótką charakterystyką, ponieważ o ile w poprzednich tomach z mnogością bohaterów dość szybko się oswoiłam i przyswoiłam wiedzę: kto, co i z kim? o tyle tutaj miałam już kłopot. Wszystko dlatego, że akcja rozgrywa się kilkanaście lat po wydarzeniach z "Zaszyj oczy wilkom". Jesteśmy na przednówku, Venda jest już dojrzałą kobietą, a przepowiednia wciąż groźnie wisi nad wsią, która też już zdążyła się nieco zmienić. Teraz prym wiodą młodzi, jednak długoletni staż przydał opiekunce niezbędnego wśród ludzi poważania i hardości. I tylko wiedźma spod skały nic się nie zmieniła, aczkolwiek wreszcie zaczęłam do niej żywić pozytywne uczucia.
Znaczna część "Wezwijcie moje dzieci" wydaje się wieść przez w miarę spokojne, dyktowane prawami natury, życie górali. Wydaje się, że wszystko jest w normie, aczkolwiek zwrot "wydaje się" idealnie odzwierciedla magię, jaką zaserwowała Autorka. W pewnym momencie zostałam dosłownie wgnieciona w fotel i bałam się, że dostanę trwałego wytrzeszczu oczu, ponieważ dotarło do mnie, jak niesamowicie wszystko się ze sobą połączyło. Autorka, niczym wprawna iluzjonistka, macha przed nosem czytelnika białą rękawiczką, podczas gdy drugą dłonią odprawia literacką magię - tak zmyślną, że jedyne co potrafiłam z siebie wydusić kiedy skończyłam czytać, było niezbyt elokwentne: wow. Ostatnie sto stron zamknęło mnie w żelaznym uścisku i nikt ani nic nie mogło mnie z niego wyrwać - dopóki nie skończyłam.
Ileż tam było emocji! Ile akcji! I element zaskoczenia, którego absolutnie się nie spodziewałam. Cóż, może nie jestem dobra w fantasy, ale Wilczą Doliną jestem zafascynowana. A fakt, że powstawała dekadę działa tylko na jej korzyść. Czy było coś co mi się nie podobało? Owszem. Zdamir. Ale chyba nie muszę wyjaśniać, dlaczego.


Komentarze
Prześlij komentarz