Przejdź do głównej zawartości

Madeline Miller - Pieśń o Achillesie

Patroklos. Syn Menojtjosa, przez wielu wzgardzany i pokątnie wyszydzany. Po nieumyślnym zabójstwie rówieśnika został odtrącony przez ojca i wygnany do Tesalii, gdzie stał się towarzyszem syna króla Ftyi i bogini Tetydy, urodziwego jasnowłosego Achillesa. Początkowo obojętne relacje chłopców z czasem zyskują na intensywności: nawiązują przyjaźń, a jakiś czas później o wiele gorętsze uczucie. 


Przyjmujący rolę narratora Patroklos, niczym wprawny poeta prowadzi czytelnika przez surowy starożytny świat pełen wielkich i odważnych wojowników, eterycznych kobiet oraz mitycznych stworzeń, bóstw i bogów. Jednak oni stanowią wyłącznie tło dla peanów, którymi okala sylwetkę Achillesa - najsilniejszego człowieka swoich czasów. Te zachwyty z jednej strony dyktowane są stanem faktycznym (jego urodę, siłę i męstwo potwierdzało bowiem wielu ówczesnych), z drugiej słabością wynikającą z miłości. Towarzyszymy młodzieńcom w pierwszych latach znajomości, nauk pobieranych i centaura Chirona, ucieczki do Scyros, a wreszcie wielkiej wyprawy do Troji, gdzie spędzili ostatnie lata życia.


Jeśli lubicie powieści, w których autor dba o język, skupiając się na jego jakości i pięknie, a także nie odpychają Was wątki fantastyczne, to będziecie zadowoleni. Ba! Odczujecie wręcz niebiańską przyjemność z lektury tej książki. Być może, podobnie jak ja, będziecie mieli o Achillesie nieco odmienne zdanie od wybielającego wszelkie jego skazy Patroklosa. Jednak miłość bywa ślepa na wady, a trzeba oddać, iż w przypadku obu mężczyzn była na tyle esencjonalna, że nie zdołała jej rozmyć nawet śmierć.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Sara Pennypacker - Pax

Nieczęsto książki wzruszają mnie do łez. Zwłaszcza te z literatury dziecięcej - przedstawiany tam świat powinien być przecież czysty, jasny, prosty, w którym dobro zawsze wygrywa, a bohaterowie, koniec końców, żyją długo i szczęśliwie.  Mniej więcej wiedziałam czego spodziewać się po "Paxie": historii o rozdzielonych przez wojnę chłopcu imieniem Peter i wychowanym przez niego lisie. To nie mogła być tęczowa czytanka, z której co akapit sypią się żarty słowne czy sytuacyjne. Nie byłam jednak przygotowana na taką dawkę smutku jaką mi zaserwowano. Trudno było mi czytać niektóre fragmenty, a kiedy łapałam się na westchnieniu, że teraz już z pewnością gorzej nie będzie, Autorka znów brutalnie udowadniała, jak bardzo się mylę.  Książka jest z pewnością piękną opowieścią o dużym ładunku emocjonalnym, bazującą na świetnie wykonanym researchu w związku z zachowaniem lisów w naturalnym środowisku. Pokazuje siłę przyjaźni, miłości, potęgę nadziei, wytrwałości, oraz uporu w osiąganiu cel...

Marta Krajewska - Wezwijcie moje dzieci

Cieszę się, że na początku znalazł się spis postaci z ich krótką charakterystyką, ponieważ o ile w poprzednich tomach z mnogością bohaterów dość szybko się oswoiłam i przyswoiłam wiedzę: kto, co i z kim? o tyle tutaj miałam już kłopot. Wszystko dlatego, że akcja rozgrywa się kilkanaście lat po wydarzeniach z "Zaszyj oczy wilkom". Jesteśmy na przednówku, Venda jest już dojrzałą kobietą, a przepowiednia wciąż groźnie wisi nad wsią, która też już zdążyła się nieco zmienić. Teraz prym wiodą młodzi, jednak długoletni staż przydał opiekunce niezbędnego wśród ludzi poważania i hardości. I tylko wiedźma spod skały nic się nie zmieniła, aczkolwiek wreszcie zaczęłam do niej żywić pozytywne uczucia.  Znaczna część "Wezwijcie moje dzieci" wydaje się wieść przez w miarę spokojne, dyktowane prawami natury, życie górali. Wydaje się, że wszystko jest w normie, aczkolwiek zwrot "wydaje się" idealnie odzwierciedla magię, jaką zaserwowała Autorka. W pewnym momencie zostałam ...