Cóż to była za przygoda! Trochę śmieszna, a trochę przerażająca. W żadnym wypadku nudna! Nie spodziewałam się, że historia opowiedziana przez panią Wierzbicką aż tak mną zawładnie. Jest to pierwsza część cyklu "Między światami" i już wiem, że nie odpuszczę - muszę się dowiedzieć co będzie dalej! W tym oczekiwaniu spróbuję się jednak powstrzymać przed zawtórowaniem jednej z bohaterek w nieestetycznym nawyku obgryzania skórek.
Wyobraźcie sobie przedszkole. Z jednej strony to sama przyjemność: słodkie małe dzieci, wesołe piosenki, spacery, posiłki o stałych porach, drzemka... Z drugiej strony są jednak głośne małe dzieci, nagminnie zdarzające się niespodziewane sytuacje i tajemnicze zniknięcie poprzedniej woźnej. Główna bohaterka, Agata, obejmuje więc wakat ze świadomością drugiego, ale i nadzieją na pierwsze. Na swoje nieszczęście nie spodziewa się natłoku zadań, oziębłości wychowawczyni grupy czy bolesnej szczerości podopiecznych. A już z pewnością tego, że owe czterolatki posiadają wyjątkowe moce. W ciągu kilku tygodni życie kobiety nabierze tempa, a jej naturalna zdolność do wpadania w tarapaty bynajmniej nie pozwoli od siebie odpocząć. Sytuacji nie poprawiają również roztargnienie ani fakt, że do jej grupy uczęszcza córka byłego kochanka. Tymczasem dzieci coraz śmielej ujawniają moce, co zaczyna być niebezpieczne dla wszystkich.
W książce nie brakuje makabrycznych opisów, trupów, krwi, demonów, upiorów i stworów od których włos się jeży na karku, ale absolutnie nie jest to horror! Wszystko przeplata się (zwłaszcza na początku) z rozluźniającymi gęstą atmosferę zabawnymi dialogami czy przemyśleniami Agaty. Już sama okładka (swoją drogą fenomenalna, skradła moje serce od pierwszego wejrzenia) zapowiada coś magicznego, tajemniczego i słowiańskiego. O tak, Autorka sięgnęła do mitologii Słowian, dzięki czemu ubarwiła, a jednocześnie oswoiła pojawiające się raz po raz fantastyczne dziwadła - i wierzę, że ma ich w zanadrzu jeszcze kilka.
Co ciekawe, to jej debiut w literaturze dla dorosłych. Swoją pierwszą książkę, "O królewiczu, który się odważył", opublikowała dzięki zwycięstwie w konkursie Piórko 2019. (Czytaliście?) Pozostaje zatem blisko dzieci, i doskonale pokazuje, że zna na wylot ich werbalne czy rozwojowe możliwości, ale celuje w odbiorcę dorosłego, który w dzisiejszych szalonych czasach poszukuje chwili zapomnienia. I wraz z najnowszą swoją powieścią daje mu ją.
Losy bohaterów pochłonęły mnie bez reszty. Akcja mknęła na łeb na szyję, czasem brakowało mi takiego zwolnienia tempa, rozpisania się, zagłębienia w sytuację, żebym mogła bardziej się w nią wczuć. Bywało, że nim zdążyłam się zorientować co się wydarzyło, już biegłam dalej, by dotrzymać kroku Agacie i jej towarzyszom. Czasami przytłaczała mnie też ilość imion do zapamiętania i rozróżnienia. Autorka pracuje w przedszkolu, ja również miałam tę przyjemność i zdaję sobie sprawę, że przyklejenie 25 imion do konkretnych twarzyczek może sprawiać pewien kłopot, dlatego dziękuję, że tutaj ich liczba została ograniczona przede wszystkim do tych wyjątkowych dzieci. Mimo to przyznaję, że czasem mi się one myliły.
Książkę "Tajne przez magiczne" polecam zdecydowanie fanom polskiej fantastyki, krwawych scen i lekkiego humoru. Jeżeli jednak uważacie, że taka mieszanka może się okazać wybuchowa, to... Macie absolutną rację! Przekonajcie się sami co w przedszkolu piszczy i dlaczego praca woźnej niekoniecznie idzie w parze z beztroskim myciem podłogi. No, w każdym razie - nie w tym konkretnym przypadku.
A za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Spisek Pisarzy. To był naprawdę przyjemnie spędzony czas (no, może poza sceną z larwami, ale kto mnie zna - wie jaką mam do nich awersję). Emocje wylewały się ze mnie strumieniami. Chcę jeszcze!
Komentarze
Prześlij komentarz