Przejdź do głównej zawartości

Katarzyna Wierzbicka - Tajne przez magiczne

Cóż to była za przygoda! Trochę śmieszna, a trochę przerażająca. W żadnym wypadku nudna! Nie spodziewałam się, że historia opowiedziana przez panią Wierzbicką aż tak mną zawładnie. Jest to pierwsza część cyklu "Między światami" i już wiem, że nie odpuszczę - muszę się dowiedzieć co będzie dalej! W tym oczekiwaniu spróbuję się jednak powstrzymać przed zawtórowaniem jednej z bohaterek w nieestetycznym nawyku obgryzania skórek.

Wyobraźcie sobie przedszkole. Z jednej strony to sama przyjemność: słodkie małe dzieci, wesołe piosenki, spacery, posiłki o stałych porach, drzemka... Z drugiej strony są jednak głośne małe dzieci, nagminnie zdarzające się niespodziewane sytuacje i tajemnicze zniknięcie poprzedniej woźnej. Główna bohaterka, Agata, obejmuje więc wakat ze świadomością drugiego, ale i nadzieją na pierwsze. Na swoje nieszczęście nie spodziewa się natłoku zadań, oziębłości wychowawczyni grupy czy bolesnej szczerości podopiecznych. A już z pewnością tego, że owe czterolatki posiadają wyjątkowe moce. W ciągu kilku tygodni życie kobiety nabierze tempa, a jej naturalna zdolność do wpadania w tarapaty bynajmniej nie pozwoli od siebie odpocząć. Sytuacji nie poprawiają również roztargnienie ani fakt, że do jej grupy uczęszcza córka byłego kochanka. Tymczasem dzieci coraz śmielej ujawniają moce, co zaczyna być niebezpieczne dla wszystkich.

W książce nie brakuje makabrycznych opisów, trupów, krwi, demonów, upiorów i stworów od których włos się jeży na karku, ale absolutnie nie jest to horror! Wszystko przeplata się (zwłaszcza na początku) z rozluźniającymi gęstą atmosferę zabawnymi dialogami czy przemyśleniami Agaty. Już sama okładka (swoją drogą fenomenalna, skradła moje serce od pierwszego wejrzenia) zapowiada coś magicznego, tajemniczego i słowiańskiego. O tak, Autorka sięgnęła do mitologii Słowian, dzięki czemu ubarwiła, a jednocześnie oswoiła pojawiające się raz po raz fantastyczne dziwadła - i wierzę, że ma ich w zanadrzu jeszcze kilka. 

Co ciekawe, to jej debiut w literaturze dla dorosłych. Swoją pierwszą książkę, "O królewiczu, który się odważył", opublikowała dzięki zwycięstwie w konkursie Piórko 2019. (Czytaliście?) Pozostaje zatem blisko dzieci, i doskonale pokazuje, że zna na wylot ich werbalne czy rozwojowe możliwości, ale celuje w odbiorcę dorosłego, który w dzisiejszych szalonych czasach poszukuje chwili zapomnienia. I wraz z najnowszą swoją powieścią daje mu ją.

Losy bohaterów pochłonęły mnie bez reszty. Akcja mknęła na łeb na szyję, czasem brakowało mi takiego zwolnienia tempa, rozpisania się, zagłębienia w sytuację, żebym mogła bardziej się w nią wczuć. Bywało, że nim zdążyłam się zorientować co się wydarzyło, już biegłam dalej, by dotrzymać kroku Agacie i jej towarzyszom. Czasami przytłaczała mnie też ilość imion do zapamiętania i rozróżnienia. Autorka pracuje w przedszkolu, ja również miałam tę przyjemność i zdaję sobie sprawę, że przyklejenie 25 imion do konkretnych twarzyczek może sprawiać pewien kłopot, dlatego dziękuję, że tutaj ich liczba została ograniczona przede wszystkim do tych wyjątkowych dzieci. Mimo to przyznaję, że czasem mi się one myliły. 

Książkę "Tajne przez magiczne" polecam zdecydowanie fanom polskiej fantastyki, krwawych scen i lekkiego humoru. Jeżeli jednak uważacie, że taka mieszanka może się okazać wybuchowa, to... Macie absolutną rację! Przekonajcie się sami co w przedszkolu piszczy i dlaczego praca woźnej niekoniecznie idzie w parze z beztroskim myciem podłogi. No, w każdym razie - nie w tym konkretnym przypadku. 

A za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Spisek Pisarzy. To był naprawdę przyjemnie spędzony czas (no, może poza sceną z larwami, ale kto mnie zna - wie jaką mam do nich awersję). Emocje wylewały się ze mnie strumieniami. Chcę jeszcze!

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Sara Pennypacker - Pax

Nieczęsto książki wzruszają mnie do łez. Zwłaszcza te z literatury dziecięcej - przedstawiany tam świat powinien być przecież czysty, jasny, prosty, w którym dobro zawsze wygrywa, a bohaterowie, koniec końców, żyją długo i szczęśliwie.  Mniej więcej wiedziałam czego spodziewać się po "Paxie": historii o rozdzielonych przez wojnę chłopcu imieniem Peter i wychowanym przez niego lisie. To nie mogła być tęczowa czytanka, z której co akapit sypią się żarty słowne czy sytuacyjne. Nie byłam jednak przygotowana na taką dawkę smutku jaką mi zaserwowano. Trudno było mi czytać niektóre fragmenty, a kiedy łapałam się na westchnieniu, że teraz już z pewnością gorzej nie będzie, Autorka znów brutalnie udowadniała, jak bardzo się mylę.  Książka jest z pewnością piękną opowieścią o dużym ładunku emocjonalnym, bazującą na świetnie wykonanym researchu w związku z zachowaniem lisów w naturalnym środowisku. Pokazuje siłę przyjaźni, miłości, potęgę nadziei, wytrwałości, oraz uporu w osiąganiu cel...

Marta Krajewska - Wezwijcie moje dzieci

Cieszę się, że na początku znalazł się spis postaci z ich krótką charakterystyką, ponieważ o ile w poprzednich tomach z mnogością bohaterów dość szybko się oswoiłam i przyswoiłam wiedzę: kto, co i z kim? o tyle tutaj miałam już kłopot. Wszystko dlatego, że akcja rozgrywa się kilkanaście lat po wydarzeniach z "Zaszyj oczy wilkom". Jesteśmy na przednówku, Venda jest już dojrzałą kobietą, a przepowiednia wciąż groźnie wisi nad wsią, która też już zdążyła się nieco zmienić. Teraz prym wiodą młodzi, jednak długoletni staż przydał opiekunce niezbędnego wśród ludzi poważania i hardości. I tylko wiedźma spod skały nic się nie zmieniła, aczkolwiek wreszcie zaczęłam do niej żywić pozytywne uczucia.  Znaczna część "Wezwijcie moje dzieci" wydaje się wieść przez w miarę spokojne, dyktowane prawami natury, życie górali. Wydaje się, że wszystko jest w normie, aczkolwiek zwrot "wydaje się" idealnie odzwierciedla magię, jaką zaserwowała Autorka. W pewnym momencie zostałam ...