Przejdź do głównej zawartości

Piotr Borlik - Tajemnica Wzgórza Trzech Dębów

Są takie rodziny, które żyją w zgodzie z ustanowionymi przez przodków tradycjami i zwyczajami. Są tak stare, że nikt nie śmie z nimi walczyć ani im zaprzeczać. Mają swoje tajemnice, których chronią bardziej niż najcenniejszych klejnotów. Taka jest rodzina Potockich, w której dokonano morderstwa.



Znudzony i nieusatysfakcjonowany pracą detektywa Hubert Czarny zgadza się podjąć rękawicę i wprowadza do olbrzymiego domu Potockich. Na każdym kroku spotyka się jednak z niechęcią, a czasem i nieskrywaną wrogością. Trudno ustalić fakty i odkryć prawdę, gdy na jaw wypływają co rusz nowe informacje, a domownicy marzą tylko o pozbyciu się wścibskiego gościa. Właściwie każdy miał motyw i każdy mógł zabić. Kto zatem jest mordercą? I co do tego ma klątwa, która najwyraźniej ciąży nad Potockimi od dziesięciu pokoleń? 


Kiedyś przeczytałam coś na kształt klucza do napisania dobrego kryminału, swego rodzaju kompendium kryminalnych komponentów. Opierał się z pewnością na dziełach klasycznych, co powinno być gwarancją sukcesu - potwierdzi to każdy kto choć raz czytał książki Agathy Christie. 


Czy Piotr Borlik pisząc "Tajemnicę Wzgórza Trzech Dębów" również czerpał z klasycznych wzorców? Tego nie wiem, jednak lektura jego najnowszej książki skłania mnie ku takiemu twierdzeniu. Nie uważam tego bynajmniej za ujmę, w końcu jeśli naśladować, to tylko najlepszych! Ale tutaj znalazłam coś jeszcze. Książka przypomina klasyczny kryminał, jednak zaserwowany w apetycznym sosie adekwatnym do gustu współczesnego czytelnika. Podobały mi się sceny walki, intrygował sposób konfrontacji z własnymi myślami głównego bohatera, ciekawiły wątki historyczne, choć było ich niewiele. No i wreszcie rozwiązanie zagadki, które wcale nie jest takie oczywiste. W trzech słowach: bardzo dobry kryminał.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Sara Pennypacker - Pax

Nieczęsto książki wzruszają mnie do łez. Zwłaszcza te z literatury dziecięcej - przedstawiany tam świat powinien być przecież czysty, jasny, prosty, w którym dobro zawsze wygrywa, a bohaterowie, koniec końców, żyją długo i szczęśliwie.  Mniej więcej wiedziałam czego spodziewać się po "Paxie": historii o rozdzielonych przez wojnę chłopcu imieniem Peter i wychowanym przez niego lisie. To nie mogła być tęczowa czytanka, z której co akapit sypią się żarty słowne czy sytuacyjne. Nie byłam jednak przygotowana na taką dawkę smutku jaką mi zaserwowano. Trudno było mi czytać niektóre fragmenty, a kiedy łapałam się na westchnieniu, że teraz już z pewnością gorzej nie będzie, Autorka znów brutalnie udowadniała, jak bardzo się mylę.  Książka jest z pewnością piękną opowieścią o dużym ładunku emocjonalnym, bazującą na świetnie wykonanym researchu w związku z zachowaniem lisów w naturalnym środowisku. Pokazuje siłę przyjaźni, miłości, potęgę nadziei, wytrwałości, oraz uporu w osiąganiu cel...

Marta Krajewska - Wezwijcie moje dzieci

Cieszę się, że na początku znalazł się spis postaci z ich krótką charakterystyką, ponieważ o ile w poprzednich tomach z mnogością bohaterów dość szybko się oswoiłam i przyswoiłam wiedzę: kto, co i z kim? o tyle tutaj miałam już kłopot. Wszystko dlatego, że akcja rozgrywa się kilkanaście lat po wydarzeniach z "Zaszyj oczy wilkom". Jesteśmy na przednówku, Venda jest już dojrzałą kobietą, a przepowiednia wciąż groźnie wisi nad wsią, która też już zdążyła się nieco zmienić. Teraz prym wiodą młodzi, jednak długoletni staż przydał opiekunce niezbędnego wśród ludzi poważania i hardości. I tylko wiedźma spod skały nic się nie zmieniła, aczkolwiek wreszcie zaczęłam do niej żywić pozytywne uczucia.  Znaczna część "Wezwijcie moje dzieci" wydaje się wieść przez w miarę spokojne, dyktowane prawami natury, życie górali. Wydaje się, że wszystko jest w normie, aczkolwiek zwrot "wydaje się" idealnie odzwierciedla magię, jaką zaserwowała Autorka. W pewnym momencie zostałam ...