Są takie rodziny, które żyją w zgodzie z ustanowionymi przez przodków tradycjami i zwyczajami. Są tak stare, że nikt nie śmie z nimi walczyć ani im zaprzeczać. Mają swoje tajemnice, których chronią bardziej niż najcenniejszych klejnotów. Taka jest rodzina Potockich, w której dokonano morderstwa.
Znudzony i nieusatysfakcjonowany pracą detektywa Hubert Czarny zgadza się podjąć rękawicę i wprowadza do olbrzymiego domu Potockich. Na każdym kroku spotyka się jednak z niechęcią, a czasem i nieskrywaną wrogością. Trudno ustalić fakty i odkryć prawdę, gdy na jaw wypływają co rusz nowe informacje, a domownicy marzą tylko o pozbyciu się wścibskiego gościa. Właściwie każdy miał motyw i każdy mógł zabić. Kto zatem jest mordercą? I co do tego ma klątwa, która najwyraźniej ciąży nad Potockimi od dziesięciu pokoleń?
Kiedyś przeczytałam coś na kształt klucza do napisania dobrego kryminału, swego rodzaju kompendium kryminalnych komponentów. Opierał się z pewnością na dziełach klasycznych, co powinno być gwarancją sukcesu - potwierdzi to każdy kto choć raz czytał książki Agathy Christie.
Czy Piotr Borlik pisząc "Tajemnicę Wzgórza Trzech Dębów" również czerpał z klasycznych wzorców? Tego nie wiem, jednak lektura jego najnowszej książki skłania mnie ku takiemu twierdzeniu. Nie uważam tego bynajmniej za ujmę, w końcu jeśli naśladować, to tylko najlepszych! Ale tutaj znalazłam coś jeszcze. Książka przypomina klasyczny kryminał, jednak zaserwowany w apetycznym sosie adekwatnym do gustu współczesnego czytelnika. Podobały mi się sceny walki, intrygował sposób konfrontacji z własnymi myślami głównego bohatera, ciekawiły wątki historyczne, choć było ich niewiele. No i wreszcie rozwiązanie zagadki, które wcale nie jest takie oczywiste. W trzech słowach: bardzo dobry kryminał.

Komentarze
Prześlij komentarz