Mówią, że przeciwieństwa przyciągają się. Mówią też, że pieniądze szczęścia nie dają. Że najważniejsze to zdrowie, rodzina, przyjaciele, a reszta już jakoś się ułoży. A co z marzeniami? W powieści Kristin Hannah "Firefly Lane" takie dylematy są na porządku dziennym, aczkolwiek wszystko zaczęło się właśnie od marzeń.
Bohaterkami są ekstrawertyczna Tully, wychowywana przez babcię córka hipiski, a także stonowana Kate, która dobrze wiedziała czym jest rodzicielska miłość, wsparcie, zaufanie. Los spłata ich drogi kiedy stają się sąsiadkami. Początkowo różnice w zachowaniu czy wyglądzie są dla nich nie do przejścia, jednak jedno zdarzenie spowoduje, że zawrą przyjaźń, która potrwa trzydzieści lat.
Opowieść podzielona została na cztery części, każda przedstawia poszczególne etapy ich życia. Pierwsze nocne ucieczki z domu, dorastanie, nauka na studiach, zdobywanie wymarzonej pracy. Aż w końcu w którymś momencie Kate zauważa, że nie jest taka sama jak Tully i zaczyna iść własną drogą. Odtąd każda buduje szczęście po swojemu, jedna jako żona i matka, druga jako zdolna dziennikarka.
Muszę przyznać, że powieść snuła się przyprawiając mnie o znudzenie. Uległość Kate była irytująca, a narcyzm Tully przyprawiał mnie o ból głowy. Odniosłam wrażenie, że pierwsza często musiała ustępować, nie potrafiła w tym tandemie odpowiednio zadbać o siebie, obronić własnego zdania, co przełożyło się na zachwianie jej pewności siebie. Tully po prostu ją zdominowała. Na szczęście czasem Kate potrafiła powiedzieć: dość, dzięki czemu zdołała ochronić przynajmniej część ważnych dla niej wartości.
Mimo wszystko nie oceniam tej książki negatywnie. Uratowała ją między innymi część czwarta, w której działo się o wiele więcej i głębiej, niż w poprzednich trzech razem wziętych. Tutaj Autorka postanowiła poruszyć emocje czytelników i robi to aż do ostatniego zdania. Bohaterki są dojrzałymi kobietami, wiedzą o życiu to i owo, i choć nadal zdarza im się popełniać głupie błędy, to są świadome tego co dla nich najważniejsze.
Szczególną uwagę zwróciłam na poruszony przez Kristin Hannah aspekt zdrowotny dotyczący kobiet. Autorka przypomina jak ważna jest profilaktyka raka piersi (najczęściej występujący nowotwór u kobiet) i nie bagatelizowanie nawet drobnych zmian. Uwrażliwia czytelniczki szczególnie w przypadku bardzo rzadko spotykanej odmiany nowotworu - raka zapalnego, który wykryty zbyt późno jest praktycznie niemożliwy do wyleczenia.
Źródło: www.gov.pl
Za kilka dni rozpocznie się październik, celebrowany na całym świecie od 1985 roku i nazywany Różowym, z charakterystycznym symbolem zawiniętej wstążeczki - ma na celu szerzenie świadomości o raku piersi. Z myślą o zdrowiu kobiet (ale też mężczyzn, choć niezwykle rzadko) przez cały miesiąc organizowane są prelekcje, eventy, bezpłatne badania i warsztaty. To dobry moment, aby zadbać o siebie i wykonać niezbędne badania, do czego gorąco zachęcam!



Komentarze
Prześlij komentarz