Przejdź do głównej zawartości

Michał Rusinek - Kefir w Kairze

 


Moja opinia o "Kefirze w Kairze":

Rewelacja! Szczegóły poniżej.

To zbiór krótszych i dłuższych wierszyków, 

w których miast się mieści bez liku:

jest Chartum, Toronto, Hawa-

na, Ryga, Moskwa, Ottawa,

Lima, Kapsztad i Las Vegas,

i więcej niż się spodziewasz!

Treść pomaga nie dać się gafie,

bo odswieża ortografię,

z geografią łagodnie oswaja,

i wiedzę o świecie wpaja.

Wszystko okrasił pan Michał żartobliwym tonem,

bo jak dla mnie, jest lingwistycznym baronem,

mistrzem słowa, riposty i retoryki,

i obłędnie umie w dziecięce wierszyki.

Oddać należy jeszcze peany Joannie, o!

Każdy wszak zauważy przecież to:

"Kefir..." w śliczną ilustrację jest opatulony.

Cóż, duet Rusinków to duet sprawdzony,

niezawodny, zawsze godny polecenia,

dlatego: polecam! Dziękuję, do widzenia.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Sara Pennypacker - Pax

Nieczęsto książki wzruszają mnie do łez. Zwłaszcza te z literatury dziecięcej - przedstawiany tam świat powinien być przecież czysty, jasny, prosty, w którym dobro zawsze wygrywa, a bohaterowie, koniec końców, żyją długo i szczęśliwie.  Mniej więcej wiedziałam czego spodziewać się po "Paxie": historii o rozdzielonych przez wojnę chłopcu imieniem Peter i wychowanym przez niego lisie. To nie mogła być tęczowa czytanka, z której co akapit sypią się żarty słowne czy sytuacyjne. Nie byłam jednak przygotowana na taką dawkę smutku jaką mi zaserwowano. Trudno było mi czytać niektóre fragmenty, a kiedy łapałam się na westchnieniu, że teraz już z pewnością gorzej nie będzie, Autorka znów brutalnie udowadniała, jak bardzo się mylę.  Książka jest z pewnością piękną opowieścią o dużym ładunku emocjonalnym, bazującą na świetnie wykonanym researchu w związku z zachowaniem lisów w naturalnym środowisku. Pokazuje siłę przyjaźni, miłości, potęgę nadziei, wytrwałości, oraz uporu w osiąganiu cel...

Marta Krajewska - Wezwijcie moje dzieci

Cieszę się, że na początku znalazł się spis postaci z ich krótką charakterystyką, ponieważ o ile w poprzednich tomach z mnogością bohaterów dość szybko się oswoiłam i przyswoiłam wiedzę: kto, co i z kim? o tyle tutaj miałam już kłopot. Wszystko dlatego, że akcja rozgrywa się kilkanaście lat po wydarzeniach z "Zaszyj oczy wilkom". Jesteśmy na przednówku, Venda jest już dojrzałą kobietą, a przepowiednia wciąż groźnie wisi nad wsią, która też już zdążyła się nieco zmienić. Teraz prym wiodą młodzi, jednak długoletni staż przydał opiekunce niezbędnego wśród ludzi poważania i hardości. I tylko wiedźma spod skały nic się nie zmieniła, aczkolwiek wreszcie zaczęłam do niej żywić pozytywne uczucia.  Znaczna część "Wezwijcie moje dzieci" wydaje się wieść przez w miarę spokojne, dyktowane prawami natury, życie górali. Wydaje się, że wszystko jest w normie, aczkolwiek zwrot "wydaje się" idealnie odzwierciedla magię, jaką zaserwowała Autorka. W pewnym momencie zostałam ...