Przejdź do głównej zawartości

Hal Elrod - Fenomen poranka

 Nieczęsto sięgam po poradniki. Mam wrażenie, że treści w nich zawarte są powielane, emfatyczne i niestety często także puste. Rozbudzają ego, otwierają furtkę do marzeń i zasypują motywacyjnymi cytatami. No i to słynne "skoro mi się udało, tobie też się uda!" Jednak biorąc pod uwagę, że tylko 5% populacji osiągnie sukces i życie o jakim marzy, trzeba się uzbroić w olbrzymie pokłady determinacji i optymizmu. Co na to "Fenomen poranka"?



Hal Elrod to człowiek, który miał wszystko, ale w następstwie wypadku wszystko to stracił. Nawet życie. Przeżył śmierć kliniczną i powoli zaczął od nowa. Stosując pewne poranne rytuały odkrył, że mają one wpływ na jego nastrój, nastawienie do pracy, a wreszcie i sukces w różnych sferach życia. Tak powstał pomysł "Miracle morning", który sprzedaje się świetnie w wielu państwach świata. 



W swojej drugiej książce (pierwsza omawiała podnoszenie się po wypadku) opisuje własną historię, założenia "Miracle morning" oraz radzi jak nie dać się prokrastynacji i ogarnąć poranki nawet kiedy nie mamy na to czasu. W każdym rozdziale przypomina o swojej stronie internetowej, zachęca do nawiązania kontaktu, nie zapomina o cytatach i, oczywiście, zwraca się do czytelnika w sposób typowy dla amerykańskich mówców motywacyjnych. Jest zatem nieco humoru, jest nieco statystyki, są przykłady z życia gwiazd show-biznesu (Oprah Winfrey, Jim Carrey, Tiger Woods) i jego własnych przyjaciół. 



"Fenomen poranka" nie odkrył przede mną wiele nowego. Systematyzuje praktyki, które w dużej mierze robiłam w ciągu dnia, zmieniając je z przypadkowych czynności w nawyk, który ma na celu obudzenie, dodanie energii i przygotowanie na cały dzień. Nie ma znaczenia czy wstajesz o 5, 9 czy 11. Chodzi o to, by podarować sobie dodatkową godzinę - taką bez telewizji, telefonu, hałasu. Nie jest to pozycja wybitna, jednak działa budująco i wlewa nadzieję, że coś tam można w życiu zmienić, poprawić na lepsze. 




Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Sara Pennypacker - Pax

Nieczęsto książki wzruszają mnie do łez. Zwłaszcza te z literatury dziecięcej - przedstawiany tam świat powinien być przecież czysty, jasny, prosty, w którym dobro zawsze wygrywa, a bohaterowie, koniec końców, żyją długo i szczęśliwie.  Mniej więcej wiedziałam czego spodziewać się po "Paxie": historii o rozdzielonych przez wojnę chłopcu imieniem Peter i wychowanym przez niego lisie. To nie mogła być tęczowa czytanka, z której co akapit sypią się żarty słowne czy sytuacyjne. Nie byłam jednak przygotowana na taką dawkę smutku jaką mi zaserwowano. Trudno było mi czytać niektóre fragmenty, a kiedy łapałam się na westchnieniu, że teraz już z pewnością gorzej nie będzie, Autorka znów brutalnie udowadniała, jak bardzo się mylę.  Książka jest z pewnością piękną opowieścią o dużym ładunku emocjonalnym, bazującą na świetnie wykonanym researchu w związku z zachowaniem lisów w naturalnym środowisku. Pokazuje siłę przyjaźni, miłości, potęgę nadziei, wytrwałości, oraz uporu w osiąganiu cel...

Marta Krajewska - Wezwijcie moje dzieci

Cieszę się, że na początku znalazł się spis postaci z ich krótką charakterystyką, ponieważ o ile w poprzednich tomach z mnogością bohaterów dość szybko się oswoiłam i przyswoiłam wiedzę: kto, co i z kim? o tyle tutaj miałam już kłopot. Wszystko dlatego, że akcja rozgrywa się kilkanaście lat po wydarzeniach z "Zaszyj oczy wilkom". Jesteśmy na przednówku, Venda jest już dojrzałą kobietą, a przepowiednia wciąż groźnie wisi nad wsią, która też już zdążyła się nieco zmienić. Teraz prym wiodą młodzi, jednak długoletni staż przydał opiekunce niezbędnego wśród ludzi poważania i hardości. I tylko wiedźma spod skały nic się nie zmieniła, aczkolwiek wreszcie zaczęłam do niej żywić pozytywne uczucia.  Znaczna część "Wezwijcie moje dzieci" wydaje się wieść przez w miarę spokojne, dyktowane prawami natury, życie górali. Wydaje się, że wszystko jest w normie, aczkolwiek zwrot "wydaje się" idealnie odzwierciedla magię, jaką zaserwowała Autorka. W pewnym momencie zostałam ...