Cytałam już o sekretnym życiu drzew i sekretnym życiu pszczół, przyszedł więc czas na "Sekretne życie pisarzy". Przy okazji było to moje pierwsze spotkanie z tym najpoczytniejszym francuskim pisarzem.
Historia wciąga już od samego początku, zagadkowe zejście ze sceny pisarza Nathana Fawlesa wprawia w konsternację, a chęć poznania prawdy o tym co łączy go z morderstwem pewnej kobiety na zamieszkałej przez niego wyspie Beaumont nie pozwala złapać oddechu i niezwykle trudno było mi się od niej oderwać.
Zaskoczyło mnie zakończenie jednego wątku, ale nie podejrzewam Autora o brak pomysłu. Myślę, że był to efekt zamierzony, udowadniający, że pisarz jest bogiem i tylko od niego zależą losy bohaterów. To on od początku do końca włada ich dolą i w swoim działaniu absolutnie nie musi zgadzać się z czytelnikami. Powstaje wtedy element zaskoczenia, który, o ile wprowadzony w odpowiedni sposób w odpowiednim momencie, może tylko przyciągać. Doświadczony w swym fachu Musso doskonale zdaje sobie z tego sprawę.
Podobało mi się jeszcze całe mędrkowanie, dzięki któremu nie tylko poznajemy od podszewki pracę pisarza, ale też zyskujemy kopalnię cytatów i rad dla wszystkich, którzy z tą niebywale trudną sztuką próbują się zmierzyć.

Komentarze
Prześlij komentarz