Po "Baśni o Wężowym Sercu" miałam już wyrobione pewne wyobrażenia na temat stylu Autora. Jednak domysły pozostają tylko domysłami, a aby wyciosać własną opinię trzeba obejrzeć pisarza z każdej strony. Wybór miałam niewielki, ostatecznie wybrałam jednak "Puste niebo".
Bohaterem jest Tołpi, wiejski chłopak, który już na pierwszych stronach wydał mi się nieudacznikiem, który chciałby zabłysnąć, ale brakuje mu "tego czegoś". Aby nadrobić, a jednocześnie przypodobać się pewnej dziewczynie, kradnie z nieba księżyc. Owszem, było już wcześniej dwóch takich, którzy tej sztuki próbowali, jednak niefrasobliwy Tołpi złowione ciało niebieskie... roztrzaskał. Brak księżyca niesie za sobą straszliwe konsekwencje dla całej ludzkości, dlatego nieszczęśnik musi udać się do Lublina do pewnego Żyda, który księżyce wytapia. Sprawa wcale nie jest prosta tym bardziej, że wszędzie kręcą się komuniści i czart o wdzięcznym inieniu Zapalniczka.
Powieść napisana jest wspaniałym językiem odzwierciedlającym staropolszczyznę i wiejskie naleciałości. Obfituje w sceny, w których sen miesza się z rzeczywistością, a duchy i baśniowe stwory przemykają uliczkami i podziemiami starego miasta na równi z rewolucjonistami. Jest też sporo scen erotycznych, zwłaszcza w drugiej połowie książki i są one na tyle barwne, że co wrażliwszych mogą razić. Warto jednak pamiętać, że główny bohater jest w wieku, w którym hormony szaleją, a umysł i ciało rządzą się swoimi prawami.

Komentarze
Prześlij komentarz