Kilkanaście lat temu byłam oczarowana Indiami. Moje marzenia były mocno związane z tym krajem, choć większość mojej wiedzy czerpałam z filmów wytwórni Bollywood. Dziś wiem, że świat w nich kreowany jest jedynie ułudą, a prawdziwe życie wcale nie jest takie roztańczone. Mimo to Indie wywołują we mnie jakąś nostalgię i chętnie sięgamy po to co ma w sobie indyjski pierwiastek.
O tym, że powieść "Biały tygrys" została zekranizowana przez Netflix, dowiedziałam się dopiero z okładki. Po przeczytaniu ostatniej strony dopatrzyłam jeszcze, że gra w nim jedna z moich ulubionych indyjskich aktorek (Priyanka Chopra), dlatego film również obejrzę. Ale odnośnie książki: od samego początku wciągnęła mnie historia opowiadana przez Balrama Halwali. Nie zaczyna się ona ani różowo ani słodko, choć główny bohater pochodzi z kasty cukierników. Swoje słowa kieruje do chińskiego premiera i przytacza zasady bycia dobrym przedsiębiorcą. A trzeba przyznać, że Balram zna się na rzeczy. Zaskakuje, gdy od samego początku odkrywa wszystkie karty: zabił człowieka, jest poszukiwany przez policję. Dlaczego? Co się stało? I jak udało mu się w tej sytuacji stać grubą rybą słynną na cały Bangalur? Balram dawkuje wszystko po kolei, nie szczędząc obnażania prawdy o wszechobecnej korupcji, niesprawiedliwościach płynących z podziału klasowego, bogactwie i biedzie, mentalności Hindusów.
Książka to nie tylko opowieść o sprycie i przedsiębiorczości - to świetny obraz prawdziwych Indii, jakich próżno szukać w kolorowych folderach biur podróży czy rozśpiewanych filmach. Brutalne, egoistyczne, niesprawiedliwe, ale dumne i pracowite. Takie są Indie Aravinda Adigi. Książka zdobyła nagrodę Bookera w 2008 roku.
Polecam!

Komentarze
Prześlij komentarz